Jak minęły święta?🌲🌲🌲
JAK MINĘŁY ŚWIĘTA ???
Hej Motylki! Zacznę od podziękowań, a więc...
Dziękuję, wszystkim za życzenia i tak miłe słowa. Dziękuję ,że jesteście ze mną, w każdym momencie w moim życiu. Jesteście najlepsze, pamiętajcie o tym!!!!
Chciałam, też przeprosić, bo miałam już dawno wstawić post, ale naprawdę nie miałam czasu. Mam nadzieję, że mi wybaczycie.🙂🙂
ŚWIĘTA.....
Napisałam, w którymś poście, że boję się świąt, tak też było. Bałam się okropnie, ale przezwyciężyłam ten strach. W Wigilię pojechałam do babci, tam złożyliśmy życzenia i czekaliśmy na te cholerne jedzenie. Tu pierożki, tu barszcz, tu zupa grzybowa, tu wszystkie chyba rodzaje ciast, kompoty, czekolady, słodycze. MASAKRA. Myślałam, że nie przełknę nic. Niestety moi rodzice wmusili mi wszystkie dania. Myślicie pewnie, że teraz wyglądam jak beczka, ale na szczęście tak nie jest. Kiedy nakładali mi wielkie porcję, np. 6 pierogów z kapustą, to ja odłożyłam, na inny talerz, tak, że zostały mi tylko 2, tak było z każdą potrawą. Jestem, z siebie taka dumna. I tak przeżyłam pierwszy dzień. W drugim, mama zrobiła kaczkę, powiem wam, że pomagałam jej, a przy tym dostałam głupawki. Wiem, że pomyślicie, że jestem jakąś wariatką, ale muszę to powiedzieć. Kiedy zobaczyłam tą kaczkę, padłam ze śmiechu, tylko dlatego, że wyglądała jak dziecko. Miała takie słodkie nóżki i rączki, ale za to nie miała główki. Biedna dzidzia. :) Gdy smarowałam, ją czosnkiem pomyślałam, że jest to puder i znowu w śmiech. Wiem, jestem wariatką :D. Mniejsza, ale mama nałożyła mi tak wielką porcję, że wystarczyła by na tydzień. Jadłam tak długo, że mama i tata poszli sobie odpocząć, a rodzeństwo bawić się zabawkami. Nałożyłam, po trochu im na talerz, a resztę zawinęłam w woreczek i wyszłam na spacer. Ale ja jestem mądra :D. Ostatni dzień wyglądał podobnie, tylko, że do nas przyjechali dziadkowie i kuzyni i przynieśli wielki koszyk jedzenia. Powiedziałam rodzicom, że boli mnie brzuch, z przyczyn kobiecych i nie jestem głodna. Zrozumieli. Ha. Jestem genialna :D Tak wiem odwala mi. I tak zakończyłam święta.
Chciałam Wam jeszcze powiedzieć, że przy przeprowadzce, rodzice znaleźli mój stary dziennik ANY. Tak się przestraszyłam, ale na szczęście nie byli źli, bo zapiski były z kwietnia i powiedziałam, że już tak nie robię. Ale dalej pilnują mnie z jedzeniem. Na szczęście do 02.01.2018 roku mam spokój, ponieważ rodzice pracują i mnie nie kontrolują. JEJ!!!!!!
Jestem szczęśliwa również, bo nie przytyłam nic. Codziennie ćwiczyłam po kilka godzin. JEJ!!!!
A Wy motylki? Przytyłyście, czy może schudłyście? Jak spędziłyście święta? Piszcie, z chęcią poczytam. A teraz kończę, do zobaczenia, jeszcze nie wiem kiedy :) Jeżeli macie pomysły na tematy postów, to piszcie. Papa Moje Kochane Motylki.
PS. Widać, że mam dobry humor?
Hej Motylki! Zacznę od podziękowań, a więc...
Dziękuję, wszystkim za życzenia i tak miłe słowa. Dziękuję ,że jesteście ze mną, w każdym momencie w moim życiu. Jesteście najlepsze, pamiętajcie o tym!!!!
Chciałam, też przeprosić, bo miałam już dawno wstawić post, ale naprawdę nie miałam czasu. Mam nadzieję, że mi wybaczycie.🙂🙂
ŚWIĘTA.....
Napisałam, w którymś poście, że boję się świąt, tak też było. Bałam się okropnie, ale przezwyciężyłam ten strach. W Wigilię pojechałam do babci, tam złożyliśmy życzenia i czekaliśmy na te cholerne jedzenie. Tu pierożki, tu barszcz, tu zupa grzybowa, tu wszystkie chyba rodzaje ciast, kompoty, czekolady, słodycze. MASAKRA. Myślałam, że nie przełknę nic. Niestety moi rodzice wmusili mi wszystkie dania. Myślicie pewnie, że teraz wyglądam jak beczka, ale na szczęście tak nie jest. Kiedy nakładali mi wielkie porcję, np. 6 pierogów z kapustą, to ja odłożyłam, na inny talerz, tak, że zostały mi tylko 2, tak było z każdą potrawą. Jestem, z siebie taka dumna. I tak przeżyłam pierwszy dzień. W drugim, mama zrobiła kaczkę, powiem wam, że pomagałam jej, a przy tym dostałam głupawki. Wiem, że pomyślicie, że jestem jakąś wariatką, ale muszę to powiedzieć. Kiedy zobaczyłam tą kaczkę, padłam ze śmiechu, tylko dlatego, że wyglądała jak dziecko. Miała takie słodkie nóżki i rączki, ale za to nie miała główki. Biedna dzidzia. :) Gdy smarowałam, ją czosnkiem pomyślałam, że jest to puder i znowu w śmiech. Wiem, jestem wariatką :D. Mniejsza, ale mama nałożyła mi tak wielką porcję, że wystarczyła by na tydzień. Jadłam tak długo, że mama i tata poszli sobie odpocząć, a rodzeństwo bawić się zabawkami. Nałożyłam, po trochu im na talerz, a resztę zawinęłam w woreczek i wyszłam na spacer. Ale ja jestem mądra :D. Ostatni dzień wyglądał podobnie, tylko, że do nas przyjechali dziadkowie i kuzyni i przynieśli wielki koszyk jedzenia. Powiedziałam rodzicom, że boli mnie brzuch, z przyczyn kobiecych i nie jestem głodna. Zrozumieli. Ha. Jestem genialna :D Tak wiem odwala mi. I tak zakończyłam święta.
Chciałam Wam jeszcze powiedzieć, że przy przeprowadzce, rodzice znaleźli mój stary dziennik ANY. Tak się przestraszyłam, ale na szczęście nie byli źli, bo zapiski były z kwietnia i powiedziałam, że już tak nie robię. Ale dalej pilnują mnie z jedzeniem. Na szczęście do 02.01.2018 roku mam spokój, ponieważ rodzice pracują i mnie nie kontrolują. JEJ!!!!!!
Jestem szczęśliwa również, bo nie przytyłam nic. Codziennie ćwiczyłam po kilka godzin. JEJ!!!!
A Wy motylki? Przytyłyście, czy może schudłyście? Jak spędziłyście święta? Piszcie, z chęcią poczytam. A teraz kończę, do zobaczenia, jeszcze nie wiem kiedy :) Jeżeli macie pomysły na tematy postów, to piszcie. Papa Moje Kochane Motylki.
PS. Widać, że mam dobry humor?


oj, jak najbardziej widać, że masz dobry humor :D ale to dobrze, śmiech to zdrowie <3
OdpowiedzUsuńhttps://jaksieje.blogspot.com/